Koniec tych wakacji!

  

#innoutburger #wiecznienadiecie

Witaj!

Moja przygoda z Ameryką już się zakończyła! Jeśli obserwujesz mnie na Instagramie, to wiesz, że jestem już w domu i staram się cieszyć ostatnimi promieniami słońca. Cóż, chyba niewiele ich nam zostało …

Jednak nie zamierzam dzisiaj narzekać! Nie cierpię też na powakacyjną depresję. Bo przecież wakacje wcale by nie były tak radosne, jeśli trwałyby wiecznie! Obecnie ja nastawiam się na odliczanie do świąt i jeśli ty także myślisz już o odpoczynku, też Ci to polecam! Wiesz, jak mało zostało? Tylko 75 dni! Zleci tak szybko, że ani się obejrzymy, a już będziemy piec świąteczne ciasta! (Oczywiście w pysznej i dietetycznej wersji! ;p )

Tak więc do rzeczy! Tuż przed wyjazdem zobowiązałam się do przyznania, czy uda mi się tam walczyć z niezdrową żywnością. Jak myślisz? Dałam radę?

No cóż, na początku nie wyglądało to najlepiej … Ach ten Jack in the box. No cóż zdarzyło się… Zdarzył się też In – n – out, jako że to podobno najsmaczniejszy fast food na świecie! Były też lody i inne typowo amerykańskie słodycze (reeses <3). Co tu dużo mówić shit happens i płynie się dalej. Ja sama nie oczekuję od swoich pacjentów 100% dostosowywania się do zaleceń, zwłaszcza podczas urlopu, tak więc sama wobec siebie także nie jestem aż tak rygorystyczna. Co więcej, uważam, że przy zachowaniu zdrowych nawyków żywieniowych w ogóle, małe i rzadkie odstępstwa od diety są czynnikiem motywującym do lepszego jej stosowania. Jest to oczywiście moje indywidualne spostrzeżenie. Potwierdzone jest ono tylko (lub i aż!) praktyką.

Jak zakończył się #americanchallenge ?

Myślę, że nie tak źle. Dzień po powrocie ważyłam 53 kg, przed wyjazdem 54 kg, czyli można powiedzieć, że publiczne zobowiązania naprawdę działają! 😉 .

Oczywiście nie było tak lekko, że na śniadanie przegryzałam burgera, zapijałam czekoladowym shake’iem (600 kcal!) i codziennie leżałam na plaży! Dni, w których zdarzył mi się choć jeden z tych luksusowych elementów, o których mowa w poprzednim zdaniu, było w przeciągu całego miesiąca tak naprawdę niewiele. Podczas wyjazdu szukałam także okazji, aby spędzać czas aktywnie. Jak byliśmy w parku Yosemite – > wspinaliśmy się na szlakach, w San Diego chodziłam na jogę, a w Las Vegas do hotelowej siłowni. Jeśli w miejscu naszego pobytu był dostępny basen, także nie omieszkałam z niego korzystać! Lodowatego oceanu także nie odpuściłam! ;p Tak więc, jeśli ty również lubisz sobie od czasu do czasu pofolgować, pamiętaj, że nie ma nic za darmo! Postaraj się w swoje przyjemności, wpleść przyjemne aktywności.

Także chcę zwrócić twoją uwagę na fakt, że jeden niezdrowy posiłek nie przekreśla całego twojego jadłospisu! Zdarzyły się frytki do kolacji? No trudno! Pamiętaj, że jutro też jest dzień i nie możesz tego dnia zmarnować! Wcale nie zaczynasz od zera! Co więcej, jeśli czytasz ten artykuł i dotarłaś nawet do tego momentu to długa droga już za Tobą!

W następnym wpisie podzielę się z Tobą kilkoma moimi uwagami na temat USA i jedzenia jakie tam Cię spotka. Czy faktycznie jest tam aż tak dużo otyłych osób? Czy da się zjeść coś innego niż hamburger i frytki za rozsądną kwotę? Co dostaniesz w USA za darmo? I co oznacza sytuacja, w której kelner zabiera twoją kartę płatniczą na zaplecze?

Zainteresowani?
Zapraszam za tydzień!

Kategorie: Bez kategorii